Taniec rozpisany na cztery żywioły, czyli wieczór z Sopockim Teatrem Tańca

http://www.gazetaswietojanska.org/index.php?id=2&t=1&page=51675

Opublikowano: 07.03.2016 r.

Dwa dni pracy warsztatowej i prezentacji łącznie pięciu spektakli, w tym premiery w wykonaniu Kaliny Porazińskiej.

Taniec rozpisany na cztery żywioły, czyli wieczór z Sopockim Teatrem Tańca

Katarzyna Wysocka

 

Niemal każde wydarzenie przygotowywane przez STT posiada znamiona wyjątkowości dobrze zorganizowanej i zaplanowanej. Na kilka dni przed Międzynarodowym Dniem Kobiet w Teatrze na Plaży można było uczestniczyć w projekcie „Kobiety w tańcu”, czyli w intensywnych warsztatach oraz prezentacjach łącznie pięciu spektakli. Jeden z nich był koncepcją tancerki z Torunia Marty Zawadzkiej, jeden to dzieło Anny Haracz („White Resonanse” drugiego wieczoru), pozostałe to dzieła artystek Sopockiego Teatru Tańca. Premierowo pokazała się Kalina Porazińska, najmłodsza czlonkini tanecznej formacji z Sopotu. Dwa weekendowe dni przyniosły pełne różnorodności ujawnienia. Można pokusić się o stwierdzenie, że wieczory zdominowane zostały przez cztery żywioły.

 

Powietrze

Eteryczna i estetyzująca Joanna Czajkowska w piętnastominutowej odsłonie części II „3 x Noir Danse”. Miniatura noir nawiązywała stylistycznie do filmów noir z lat 40. i 50. z dominantą niepokojącej czerni przesuwających się wizualizacji wspartych mroczną muzyką. Tancerka poddana wewnętrznej dyscyplinie swobodnie pokonywała przestrzeń, niemal wtapiała się w nią, chcąc zaprezentować nieodgadnioną naturę. Skoncentrowane ruchy i wystylizowane gesty służyć miały podkreśleniu dyskretnej demoniczności postaci, która przywoływała skojarzenia z femme fatale.

Ogień

Marta Zawadzka w dziesięciominutowej odsłonie „Inspiracje-Planetoidy”. Taniec artystki z Torunia „dedykowany” był rytmice jako technice wyrażania emocji i budowania interpretacji. Miniatura podporządkowana została muzyce: w pierwszej części tangu, w drugiej – tańcowi ludowemu (mazurowi?). Artystka wyzwoliła w sobie ten rodzaj żywiołu, który koncentrował uwagę widza, ponadprzeciętnie odrywając go od obrazu. Synergia ruchu i taktu muzycznego stanowiły kwintesencję tego występu.

Ziemia

Joanna Nadrowska w zabawnej miniaturze „Co? Pomidor”. Artystka pomidorami prowokowała widza do dialogu. „Dzieliła się” warzywem z publicznością, dokładnie obliczając wyrzut, aby nie zranić nikogo. Pomidor stał się też konstrukcją pewnej koncepcji, obalającej słuszne racje, co pozwalało wejść tancerce w „osobistą” interakcję z pomidorem właśnie. Zabawa „w pomidora” koncentrowała się na kwestii przemilczania pewnych odpowiedzi, skutkiem czego pomidor stał się przedmiotem ataku nożem i pożarcia. Zdystansowanie i poszukiwanie balansu między wymiarem artystycznym i prowokacją – tak w skrócie można ocenić dwudziestominutową etiudę.

Woda

„Jak uprawiać, żeby wyszło” – Kalina Porazińska w procesie twórczym. Tancerka Sopockiego Teatru Tańca pod okiem jego dyrektorki zaprezentowała niemal półgodzinne rozważanie na temat formalizacji i deformalizacji  podczas budowania wypowiedzi scenicznej. Balansowała przed podjęciem ostatecznej decyzji – czy zachować dystans wobec swojej wypowiedzi, czy wręcz przeciwnie, pokazać zlożoność czynników determinujących proces twórczy. Bardzo powoli, jakby w zawieszeniu, a następnie niezwykle dynamicznie, wręcz kaskadowo, tworzyła obraz niemal filozoficzny.

Cztery osobowościowe żywioły jednego wieczoru i monospektakle obarczone potrzebą deklaratywności artystycznej to spora dawka kobiecej złożoności twórczej, podlegającej nieustannym zmianom, nastawionym na zrozumienie siebie w konkretnym procesie. A wszystko pod kontrolą niezrównanego oświetleniowca Artura Aponowicza.

Kobiety w tańcu, Sopocki Teatr Tańca w Teatrze na Plaży, 5-6.03.2016